SN: wymuszenie pierwszeństwa na drodze to przyczynienie się do wypadku

Gdyby poszkodowany kierowca nie wymusił pierwszeństwa na drodze, nie doszłoby do wypadku - orzekł Sąd Najwyższy (sygn. akt: I CSK 32/18). Wyrok SN jest ostateczny.  W rezultacie powód stracił blisko  dwie trzecie odszkodowania  w ramach tzw. przyczynienia się do zdarzenia, pomimo że  samochód ciężarowy z którym się zderzył, jechał za szybko - informuje "Rzeczpospolita" (Nr z 09.08.2019 r.). "To nieubłagane zasady wymierzania odszkodowania i zadośćuczynienia nie tyko przy zderzeniach aut"- komentuje dziennik. Albowiem "przyczynienie się do wyrządzenia szkody występuje wtedy, gdy uzasadniony jest wniosek, że bez udziału poszkodowanego szkoda by nie powstała lub byłaby mniejsza" - wyjaśnia gazeta.

SN rozpatrywał sprawę Marcina D., który  pozwał ubezpieczyciela, domagając się  700 tys. zł zadośćuczynienia za skutki wypadku drogowego, w którym uczestniczył. Powód  wyjechał z drogi podporządkowanej na uprzywilejowaną,  wymuszając pierwszeństwo i zderzył się z ciężarówką, która poruszała  się z prędkością 90 km/h,  chociaż dozwolona była jazda 50 km/h. Mężczyzna trafił do szpitala z ciężkim urazem mózgu i obecnie jest całkowicie niesamodzielny nawet w zakresie podstawowych funkcji życiowych (został całkowicie ubezwłasnowolniony). W tzw. postępowaniu likwidacyjnym zakład ubezpieczeń wypłacił mu 175 tys. zł zadośćuczynienia. Sprawa trafiła jednak do sądu - podaje dziennik. I tak, sąd okręgowy,  uwzględniając obrażenia i sytuację życiową  poszkodowanego, ustalił jako "właściwą rekompensatę" kwotę 650 tys. zł, a z  uwzględnieniem przyczynienia się  powoda do szkody  w 85 proc. -  97,5 tys. zł. W opinii SO, fakt,  iż poszkodowany uzyskał od towarzystwa ubezpieczeń wyższą sumę odszkodowania,  " jego roszczenie zostało zaspokojone w pełni" - pisze "Rz". Marcin D. odwołał się więc do Sądu Apelacyjnego w Warszawie, który  częściowo tylko uwzględnił jego apelację, stwierdzając, że ponosi on winę  "w doprowadzeniu do wypadku (...) przyczynienie się w 70 proc.". Warszawski SA  zwiększył więc  należną kwotę do 195 tys. zł, co w konsekwencji dało poszkodowanemu dodatkowe 20 tys. zł.

Powód odwołał się do  Sądu Najwyższego, ale SN nie podzielił jego stanowiska.

Zdaniem Aleksandra Daszewskiego, radcy prawnego w Biurze Rzecznika Finansowego, towarzystwa ubezpieczeń przy likwidacji szkód często  "przyjmują zbyt wysokie pułapy przyczynienia się do szkody", redukując wypłaty na rzecz poszkodowanych. Jednak sądy "weryfikują prawidłowość zastosowanego stopnia przyczynienia się i stosunkowo często obniżają poziom przyjęty przez ubezpieczycieli, zasądzając dopłaty świadczeń".

 

 

PZU SA współpracuje z  czterema startupami z akceleratora MIT Enterprise Forum CEE

 

PZU rozwija sztuczną inteligencję z pomocą startupów. Ubezpieczyciel wybrał cztery  firmy z  akceleratora MIT Enterprise Forum CEE,  z którymi będzie rozwijać sztuczną inteligencję w cyfryzacji procesów biznesowych oraz wykorzystania dużych zbiorów danych - podaje "Bankier.pl" (z 06.08.2019 r.) za komunikatem Grupy PZU. I tak,  towarzystwo  w swojej strategii  "zakłada współpracę ze startupami i budowę ekosystemu innowacji,  skupiając się na poszukiwaniu rozwiązań z trzech obszarów: wykorzystania dużych zbiorów danych, cyfryzacji procesów biznesowych oraz interakcji z klientami" - pisze portal. W  ramach  szóstej już edycji programu akceleracyjnego  firma  pracuje łącznie nad wdrożeniem czterech innowacyjnych pilotażowych rozwiązań. Jedną z nich jest Protect.me, oferujący rozwiązanie  umożliwiające uruchomienie cyfrowego marketu  mikroubezpieczeń (tj. produktów ubezpieczeniowych dotyczących pojedynczego i prostego ryzyka), umożliwiając ich szybkie tworzenie oraz sprzedaż w kanale online. Drugi współpracujący z PZU startup to firma Tensorflight,  posiadająca  technologię do automatycznej analizy zdjęć satelitarnych. Może to być przydatne dla ubezpieczyciela - tłumaczy "Bankier.pl" -  do lepszej oceny ryzyka, działań prewencyjnych lub procesów obsługowych. Natomiast pozostałe startupy: to "ChallengeRocket, wspierający nowe podejście do rekrutacji talentów do obszaru IT" oraz startup Symmetrical.ai, działający w modelu sfintech-as-a-service, prowadzący platformę do udzielania prostego i wygodnego finansowania - informuje portal.

Według Romana Pałaca, prezesa zarządu PZU Życie SA i przewodniczącego Komitetu Innowacji Grupy PZU , akceleratory startupów są dla Grupy PZU ważnym mechanizmem poszukiwania i wdrażania innowacyjnych technologii.

"Laboratorium Innowacji PZU rocznie analizuje blisko 2000 pomysłów i rozwiązań, spośród których 12-15 innowacji trafia do fazy pilotażu" - pisze "Bankier.pl". Zaś z przeprowadzonych ankiet wynika, iż blisko 25 proc. z młodych firm technologicznych, które pozyskało finansowanie, znalazło je dzięki pomocy akceleratorów.

Zaangażowanie spółki w ramach akceleratorów jest częścią szerszego programu, skierowanego na współpracę ze startupami PZU Ready for Startups. Wkrótce ma ruszyć nabór do kolejnych programów.

 

 

Jazda elektryczną hulajnogą może być bardzo kosztowna

 

Jeżeli  spowodowałeś wypadek jadąc elektryczną hulajnogą, wówczas odpowiedzialność za zdarzenie może cię słono kosztować. Luka prawna dotycząca zasad poruszania się elektrycznymi hulajnogami   niesie  bowiem za sobą szereg konsekwencji. Na przykład ubezpieczyciel może  odmówić wypłaty odszkodowania z OC - informuje „Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z 07.08.2019 r.). Albowiem co do zasady, osobie poszkodowanej zawsze płaci wyrządzający szkodę. Dlatego też w przypadku osób wypożyczających hulajnogi, pomimo że właścicielem pojazdu jest wypożyczalnia, za szkody odpowiada jednak  “kierowca” - ostrzega gazeta. Tymczasem  paradoksalnie,  osoba poruszająca się hulajnogą jest  w świetle aktualnie obowiązującego prawa … pieszym. Dlatego też jeśli zdarzy się wypadek, takie zdarzenie rozpatrywane jest tak, jak w przypadku „kolizji” pieszego z pieszym – informuje w dzienniku  st. asp. Rafał Retmaniak z Komendy Stołecznej Policji. Według eksperta, policjanci na miejscu starają się ustalić przebieg wydarzeń, posiłkując się nagraniami z monitoringu czy zeznaniami świadków i jeśli ustalenie winnego zdarzenia nie jest możliwe, sprawa zostaje skierowana do sądu. I jeżeli okaże się, że to jadący hulajnogą spowodował   wypadek, w którym poszkodowane zostały osoby trzecie, odpowie on  za szkody majątkowe i osobowe - podaje "DGP". Według gazety, "rekordowe odszkodowanie, jakie zostało przyznane do tej pory w Polsce wyniosło 2,5 mln zł! Do tego, na rzecz poszkodowanej, została zasądzona comiesięczna renta w wysokości ponad 12 tys. zł".  Istnieje więc niebezpieczeństwo, że brak odpowiedniego ubezpieczenia w takiej sytuacji oznacza, że wszystko to z własnej kieszeni będzie musiała pokryć osoba kierująca hulajnogą - zauważa dziennik. I co istotne, brak ubezpieczenia dla hulajnogi nie zwalnia bowiem z odpowiedzialności za szkody.

Jak wyjaśnia  "DGP", obecnie brak jest na rynku specjalnych polis, które chroniłyby interes osoby poruszającej się elektryczną hulajnogą. Zdarzenia takie powinno obejmować  ubezpieczenie OC w życiu prywatnym. Jednak część ubezpieczycieli w polisach wyłącza zdarzenia spowodowane z udziałem takiego pojazdu. Gazeta podkreśla, że   "regulaminy niektórych firm wypożyczających hulajnogi rozmijają się z powszechnie przyjętymi przepisami, a to oznacza, że niezależnie jakiego wyboru dokonamy, albo będziemy działać niezgodnie z prawem, albo niezgodnie z regulaminem wypożyczającego".

 

 

Uniqa umożliwia samodzielną likwidację szkód majątkowych online

 

Uniqa wprowadziła samodzielną likwidację szkód przez klienta,  udostępniając  narzędzie to umożliwiające. Nowa usługa działa od niedawna i skorzystało z niej już ponad 100 klientów - donosi "PRNews.pl" (z 07.08.2019 r.). Jak przyznaje Maciej Czyż, dyrektor zarządzający ds. wsparcia klienta UNIQA, "najprawdopodobniej jesteśmy pierwszym ubezpieczycielem, który wprowadza takie rozwiązanie do szkód masowych". Nowe narzędzie pozwala na przykład zlikwidować szkodę wynikającą z zalania. "Nasi klienci zgłaszają w roku ok. 50 tys. tego rodzaju szkód. Są one jednymi z najczęstszych" - twierdzi. "Wierzymy, że to rozwiązanie przyjmie się wśród naszych klientów. Głównym jego założeniem jest bowiem prostota i wygoda. Pierwszy klient, który skorzystał z tego narzędzia, zlikwidował szkodę w 10 minut po jej zgłoszeniu" - informuje dyr. Czyż. Według niego, samodzielna likwidacja szkody przez klienta "automatyzuje proces zbierania dokumentacji szkodowej oraz kosztorysowania. Klient podaje informacje o rozmiarze szkody, aplikacja wylicza wartość odszkodowania. Następnie informacja ta trafia wraz ze zdjęciami do merytorycznego opiekuna klienta, który w zasadzie jedyne co musi zrobić, to zaakceptować wypłatę" - podaje portal.

I tak, po  zgłoszeniu szkody klient otrzymuje link do strony, gdzie  bez konieczności logowania może wprowadzić dane na dowolnym urządzeniu mobilnym (smartfon, tablet, komputer), a strona  w prosty sposób przeprowadza przez wszystkie czynności związane z likwidacją. W pierwszym kroku wybiera właściwą pozycję z rozwijanej listy kluczowych informacji, takich  jak rodzaj pomieszczenia, rozmiary uszkodzenia, zniszczone mienie, np. szafka. W drugim kroku wykonuje zdjęcia, które może  wgrać z urządzenia, bądź zrobić bezpośrednio ze strony. Z kolei ostatnim zadaniem jest wskazanie danych do kontaktu, numeru konta bankowego i zatwierdzenie danych.

Według "PRNews.pl", link do strony dostają klienci, zgłaszający szkodę przez telefon. Natomiast w  ciągu 2 tygodni będą go otrzymywać także klienci, zgłaszający szkodę za pośrednictwem formularza na stronie internetowej - pisze portal.

 

 

Czas pomiędzy zdarzeniem a datą wniesienia pozwu  nie powinien być kryterium decydującym o  przyznaniu zadośćuczynienia

 

Kilkanaście lat po tragicznej śmierci osoby bliskiej w wypadku komunikacyjnym wciąż można dochodzić przed sądem odszkodowania od ubezpieczyciela - wynika z   prawomocnego wyroku Sądu Okręgowego w Nowym Sączu (sygn. akt III Ca 123/19). Orzeczenie  sądeckiego SO z 3 lipca 2019 r. może stać się - zdaniem ekspertów - wzorem dla kolejnych składów orzekających. "Bez wątpienia jest niekorzystne dla zakładów ubezpieczeń" - komentuje "Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z 06.08.2019 r.).

Sąd Okręgowy w Nowym Sączu rozpatrywał sprawę o zadośćuczynienie wnuka kobiety, który wystąpił o to z pozwem niemal po 14 latach od śmierci babki. I tak, "rozpoznające sprawę sądy – najpierw rejonowy, a następnie okręgowy – nie miały wątpliwości co do tego, że powód był związany psychicznie z babką. W roku jej śmierci chodził do szkoły zawodowej. Widział się z nią często, pomagał jej w gospodarstwie rolnym, a babka dawała mu pieniądze na drobne wydatki. Bez wątpienia była dla powoda jednym z najbliższych członków rodziny" - informuje gazeta.  Według dziennika, istotna dla sądów obu instancji była ocena  wystąpienia z powództwem po blisko  14 latach od śmierci osoby bliskiej.  Towarzystwo ubezpieczeń przekonywało bowiem, że po takim czasie nie sposób ocenić, jakiej krzywdy doznał powód, wówczas młody chłopak, a dzisiaj dorosły mężczyzna. Jak donosi dziennik, sądy obu instancji nie przychyliły się  jednak do stanowiska ubezpieczyciela i  przyznały  powodowi 15 tys. zł zadośćuczynienia, których to pieniędzy się domagał. Sąd Okręgowy w uzasadnieniu orzeczenia stwierdził, że „Stan naruszenia dóbr osobistych powoda w postaci prawa do więzi rodzinnych ma charakter trwały. Powodowi niezmiennie towarzyszy uczucie pustki i straty. Permanentnie dotykają go skutki śmierci babki, kiedy pielęgnuje nagrobek” – podaje "DGP". Zdaniem sądu,  okoliczność, iż z upływem czasu cierpienia psychiczne powinny maleć, "nie oznacza, że na wysokość należnego stronie zadośćuczynienia ma wpływ to, w jakim terminie po zdarzeniu wystąpi się z żądaniem przyznania należnego zadośćuczynienia. Wystarczającym jest bowiem, aby nastąpiło to w okresie nieobjętym przedawnieniem".

Zdaniem radcy prawnego Mateusza Wachowskiego, specjalizującego  się w prawie ubezpieczeń, zadośćuczynienie powinno mieć "odczuwalną ekonomicznie wartość, a przyznana kwota taką rolę spełnia. Okres, jaki minął pomiędzy zdarzeniem a datą wniesienia pozwu, nie powinien być kryterium decydującym o wysokości przyznanego zadośćuczynienia, a sądy powinny badać okoliczności rzutujące na rozmiar doznanej krzywdy" - zauważa gazeta. W jego opinii, przyczyny zwłoki we wniesieniu powództwa po traumatycznych przeżyciach mogą być bardzo różne, "od samej nieświadomości prawnej po obawę przed powrotem traumatycznych przeżyć związanych ze śmiercią osoby bliskiej". Mec. Wachowski podkreśla, iż w sprawie  zadośćuczynienia nie należy się kierować datą wniesienia pozwu. Także  Mariusz Kowolik, radca prawny partner w kancelarii Sadkowski i Wspólnicy uważa, iż  stanowisko zajęte przez sąd jest prawidłowe. Jego zdaniem, sąd powinien brać pod uwagę "zarówno rozmiar krzywdy w chwili orzekania, jak i rozmiar krzywdy już doznanej przez poszkodowanego oraz tej, którą odczuwać będzie w przyszłości" - podaje "DGP".

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT