Sąd: osoba pozwana nie musi wykazywać, dlaczego nie spłaciła pożyczki, "dopóki cesjonariusz nie wykaże faktu jej zaciągnięcia"

Prawomocny  wyrok Sądu Rejonowego dla Łodzi-Widzewa z 13 marca 2018 r.( sygn. akt VIII C 1906/17), który oddalił powództwo  jednej  z firm pożyczkowych przeciwko kobiecie (pozwana wzięła??? pożyczkę przez internet)  jest ostrzeżeniem dla instytucji  pożyczkowych czy   cesjonariuszy,  iż  "muszą pamiętać o tym, że jeśli nie przedstawią w sądzie dowodów na to, że dana osoba jest dłużnikiem, zwrotu pożyczonych lub zainwestowanych w zakup wierzytelności środków nie otrzymają" - pisze  "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 11.09.2018 r.). I nie wystarczą wówczas  dokumenty wewnętrzne firmy  oraz tłumaczenia, że „papierologia” została ograniczona w imię ułatwienia życia pożyczkobiorcom. Według powództwa - informuje gazeta - pozwana  miała skorzystać z usług firmy pożyczkowej, która "zachęcała przekazaniem środków w krótkim czasie i z ograniczoną liczbą formalności. Wystarczyło (...) założyć tzw. profil klienta na stronie firmy pożyczkowej, a następnie poprzez zalogowanie się – za pośrednictwem strony internetowej pożyczkodawcy – do własnego rachunku bankowego prowadzonego w systemie bankowości elektronicznej potwierdzić swoją tożsamość i wyrazić wolę zawarcia ramowej umowy pożyczki".  W omawianej sprawie dług w kwocie 3,4 tys. zł  po kilku miesiącach przestał być spłacany. Instytucja pożyczkowa sprzedała więc wierzytelność firmie specjalizującej się w odzyskiwaniu środków, a ta zaś  skierowała przeciwko kobiecie sprawę do sądu. Do sądu jako dowód dołączyła wydruk profilu klienta oraz kopię umowy ramowej pożyczki, w treści której zamieszczono dane pozwanej - podaje dziennik. Według "DGP", dla sądu tak argumentacja okazała się  jednak zbyt mała. Sąd  uznał, że z przedstawionych  dokumentów "nie wynika, że pozwana była klientem pierwotnego wierzyciela, tj. dokonała czynności związanych z rejestracją na portalu klienta i weryfikacją swojej osoby, a następnie złożyła wniosek o pożyczkę, która została jej udzielona”. Zdaniem sądu,  przedłożone dokumenty stanowią dowód "jedynie na to, że ktoś założył konto w systemie pożyczkodawcy na dane pozwanej kobiety oraz komuś przekazano pieniądze na wskazany rachunek bankowy". Zaś  nie dowodzą tego, "że środki otrzymała pozwana kobieta, która istnieniu zobowiązania zaprzeczała". W opinii łódzkiego sądu, pozwana  nie musi się nawet bronić przed zarzutami stawianymi przez powoda i wykazywać, dlaczego nie spłaciła pożyczki, "dopóki cesjonariusz nie wykaże faktu jej zaciągnięcia". Sąd w uzasadnieniu wyroku zaznaczył, iż  powód "nie załączył wniosku rejestracyjnego pozwanej, potwierdzenia, że poddała się ona weryfikacji, czy wreszcie samego wniosku o pożyczkę i formularza informacyjnego, który pozwana w odpowiedzi na taki wniosek, zgodnie z ramową umową pożyczki, powinna otrzymać” – informuje "DGP".
Zdaniem  Olgierda Rudaka, redaktora naczelnego czasopisma „Lege Artis” (pierwsze zwróciło uwagę na ten wyrok),   "ze zgromadzonych dowodów wynika wyłącznie to, że sporządzono umowę pożyczki, w której są wpisane dane pozwanej (nie wiadomo, kto te dane podał), a także, że na wskazany numer rachunku bankowego przelano kwotę 3,4 tys. zł,  co jednak wcale nie dowodzi, że odbiorca pieniądze otrzymał. Z okoliczności, że przelew został wysłany na rachunek bankowy o danym numerze, wynika tylko to, że takie konto zostało uznane pewną kwotą, natomiast nie udowodniono, że posiadaczką rachunku jest pozwana".  Z kolei w opinii  dr Mariusza Bidzińskiego, radcy prawnego i szefa departamentu prawa gospodarczego w kancelarii Chmaj i Wspólnicy, obowiązująca ustawa o kredycie konsumenckim określa, jakie dokumenty powinna przedłożyć klientowi instytucja pożyczkowa - pisze "DGP". "Powinna więc także - ona lub podmiot, który nabył wierzytelność - następnie przedłożyć je w sądzie. Jeśli ktoś pod płaszczykiem innowacyjności i szybkiej obsługi nie dopełnia obowiązków przed klientem oraz dowodowych przed sądem, powinien ponosić tego konsekwencje" - twierdzi dr Bidziński, dodając, iż "ciężar udowodnienia faktu spoczywa na osobie, która z faktu tego wywodzi skutki prawne".

W   najbliższym kryzysie finansowym to nie sektor bankowy będzie głównym winowajcą i ofiarą

Minęło  już 10 lat od  upadku amerykańskiego banku inwestycyjnego Lehman Brothers, symbolu  kryzysu finansowego, jaki błyskawicznie rozlał się z USA na cały świat, "skłaniając agendy państwowe do nieznanych wcześniej działań — zarówno po stronie uczestnictwa w rynku finansowym, jak i sfery regulacyjnej" - pisze "Puls Biznesu"(Nr z 14.09.2018 r.). I stawia pytanie, czy "dekadę po..." jesteśmy bezpieczniejsi? Albowiem  regulacje wprowadzone po upadku Lehman Brothers objęły tylko wycinek rynku finansowego - podkreśla gazeta. Dotyczą one  wymogów kapitałowych, dywidend, wypłat bonusów, rozdzielenia bankowości detalicznej od inwestycyjnej. Po upadku Lehman Brothers banki są instytucjami bardziej stabilnymi. Dlatego też  w najbliższym kryzysie to nie sektor bankowy będzie głównym winowajcą i ofiarą. Tyle, że   nowe regulacje tworzą nowe szanse obejścia systemu - podaje "PB". Zdaniem Jarosława Niedzielewskiego, dyrektora departamentu inwestycji Investors TFI, "kreatywność tych, którzy chcą obejść zasady, jest większa od tych, którzy chcą chronić potencjalne ofiary". W jego opinii, polskim przykładem tego jest  sprawa GetBacku. "Spółka działała w środowisku regulowanym, a mimo to nie udało się zapobiec temu, że ludzie, którzy nie powinni nabywać jego obligacji stali się ich posiadaczami. Z niepublicznych emisji zrobiły się quasi publiczne, bo sprzedawane niemal non-stop. Wykorzystano furtkę, której nikt wcześniej nie otwierał, bo wszyscy traktowali serio samą ideę prywatnych emisji"- tłumaczy ekspert w dzienniku.  Niedzielewski uważa, iż obecnie  ryzyko nowego kryzysu finansowego  "może czaić się na rynku globalnego długu korporacyjnego, który mocno urósł w ostatniej dekadzie, naznaczonej niskimi stopami procentowymi".  Na przykład w USA  są korporacje, które emitują papiery dłużne, by skupować akcje. Ponadto, zarówno zmiana pokoleniowa, jak i technologiczna, powodują, że "pewne ryzyka mimo najlepszych chęci wymykają się krajowym nadzorom" - twierdzi J. Niedzielewski.  "Swoimi pieniędzmi dysponuje już nowe pokolenie. Tamtą sytuację zna tylko z opowiadań, a gotówką dysponuje równie ryzykownie, np. inwestując w instrumenty bazujące na nowopowstałym rynku kryptowalut. Takie nowe rynki nadzory krajowe dostrzegają z istotnym opóźnieniem, a jeśli funkcjonują tylko w wirtualnym świecie, są trudne do monitorowania" - zauważa. W jego opinii - podaje gazeta - "od lat w zasadzie nic się nie zmienia w kwestii zasad, na jakich funkcjonują podmioty kreujące atmosferę zaufania do emitentów instrumentów finansowych". Tymczasem "podstawą zaufania do obligacji opartych na kredytach subprime było to, że agencje ratingowe nadawały im odpowiednio wysoki rating. I te ratingi w ogóle się nie sprawdziły. Podobnie jak firmy audytorskie, które zawiodły już wiele lat wcześniej w sprawach Enronu i World Comu" - przestrzega ekspert  z Investors TFI.

TFI   nadal  wyzbywają  się  akcji

Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych (TFI) sprzedały w sierpniu br.  akcje spółek z GPW o wartości około 197 mln zł - informuje "Parkiet"(Nr z 13.0.2018 r.), powołując się na szacunki  Macieja Marcinowskiego, analityka Trigon DM. Jak pisze gazeta,  w  ubiegłym miesiącu fundusze polskich akcji kontynuowały  passę odpływów netto, które ciągną się już 18 miesięcy z rzędu. M. Marcinowski na podstawie danych Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami (IZFiA) wyliczył, iż  w sierpniu 2018 r. wyniosły one  (-) 177 mln zł i dotyczyły zarówno funduszy akcji szerokiego rynku (-153 mln zł), jak i tzw. "misiów", czyli akcji małych i średnich spółek (-24 mln zł). Z kolei dodatnie napływy do funduszy akcji zagranicznych w lipcu 2018 r. "najwyraźniej były jednorazowym zdarzeniem i fundusze te powróciły do trwającego od lutego 2018 r. trendu odpływów (-56 mln zł)". Ponadto, trzeci miesiąc z rzędu bardzo silne odpływy odnotowały  fundusze absolutnej stopy zwrotu (-293 mln zł). Zaś z kategorii pośrednio związanych z rynkiem akcji pozytywnie wyróżniały  się tylko fundusze stabilnego wzrostu (164 mln zł napływów) - podaje dziennik.  Według wyliczeń analityka Trigon DM, już "trzeci miesiąc z rzędu prym w umorzeniach wiodą Altus (-280 mln zł) i Trigon TFI (-216 mln zł)". Maciej Marcinowski podkreśla w „P”,  iż  "wyjątkowo słabo wypadł też Union TFI, z pierwszymi odpływami od kwietnia 2017 r."

W Polsce ok. 98 proc. terminali  jest dostosowanych do obsługi płatności zbliżeniowych

Pomimo, iż  w Polsce nadal króluje gotówka (w ponad 60 proc. transakcji), to w obiegu mamy już około 40 mln kart, którymi dokonujemy rocznie 1,2 mld płatności - podaje "Puls Biznesu"(Nr z 07.09.2018r.). Ponadto,  aż 98 proc. terminali w naszym kraju  jest dostosowanych do obsługi płatności zbliżeniowych. W rezultacie dziś około 85 proc. wszystkich transakcji kartowych w Polsce ma charakter bezgotówkowy, zaś około 50 proc. to transakcje bezdotykowe. Przy tym, od  kilku lat utrzymuje się dynamiczne tempo wzrostu obu wskaźników - pisze dziennik. Według gazety, która powołuje się na dane firmy doradczej AT Kearney , Polska na przykład dwukrotnie wyprzedza USA  pod względem udziału płatności bezdotykowych w całej puli transakcji kartami. "W dużej mierze to zasługa naszych banków , z których przykład mogą brać amerykańskie" - zauważa "PB".  Zdaniem Krystiana Kamyka, dyrektora warszawskiego biura AT Kearney, w Polsce ogrom pracy w tym kierunku wykonały banki, dostawcy terminali oraz VISA i Mastercard. Sukces osiągnęły dzięki odpowiedniej narracji, kampaniom promocyjnym i dopłatom do zakupu niezbędnych urządzeń przez merchantów - pisze  dziennik.
AT Kearney wzięła pod lupę 15 największych gospodarek świata i przyjrzała się im pod kątem płatności bezdotykowych. Niemal wszędzie istnieje zależność - jeśli popularne są płatności kartowe, dobrze adaptują się również zbliżeniowe. Wyjątkiem są Stany Zjednoczone, które pod względem liczby transakcji kartowych są liderem zestawienia. I tak, w USA zabrakło zachęty ze strony wydawców kart, przede wszystkim banków. W rezultacie, udział kart bezdotykowych i terminali obsługujących tę technologię jest tam  znikomy - informuje "PB".
Według prognoz AT Kearney, amerykańskie banki, popularyzując bezdotykowe płatności kartowe, w ciągu pięciu lat mogą osiągnąć korzyści rzędu 2,4 mld USD.

Pekao jest otwarty na akwizycje
 
Zdaniem Michała Krupińskiego, prezesa zarządu  Banku Pekao SA, "drugi co do wielkości bank w Polsce może kupić mały bank cyfrowy za granicą lub niezależną spółkę zarządzającą aktywami w Polsce" - donosi "Rzeczpospolita"(Nr z 10.09.2018 r.), powołując się na wywiad  szefa Pekao  dla Reutersa  podczas forum TEH-Ambrosetti we włoskim Cernobbio.  M.Krupiński, rozmawiając we Włoszech  na  temat polskiego sektora bankowego i przyszłości Pekao, wykluczył, że Pekao mogłoby rozważać połączenie z innym  bankiem w Polsce po tym,  jak odstąpił od takiej transakcji z Aliorem - pisze dziennik. Ponadto, prezes Pekao  przyznał, że "spodziewa się dalszej konsolidacji polskiego rynku bankowego, który będzie również pod wpływem rozważanych międzynarodowych fuzji w Europie, jako że zagraniczne banki mają swoje operacje w Polsce". Krupiński poinformował, że Pekao nie będzie rosło poprzez fuzje i przejęcia, chociaż  uważnie "przygląda się" potencjalnym okazjom, aby "najlepiej rozwinąć cyfrowy bank, najlepiej poza Polską, ponieważ około 10 mln Polaków żyje za granicą".  Bank przygląda się małym cyfrowym bankom do przejęcia w takich krajach jak Wielka Brytania, Francja, i Niemcy, gdzie mieszka sporo Polaków - podaje  gazeta. Zaś  decyzja, czy Pekao będzie budować taki cyfrowy bank od podstaw, czy ewentualnie "kupi małego zagranicznego gracza (...) zapadnie w ciągu paru kwartałów" . Prezes Pekao prognozuje - informuje "Rz" - że za kilka lat na polskim rynku pozostanie pięć-sześć głównych graczy. Zdaniem M. Krupińskiego, Pekao rozważa także przejęcie niewielkiej niezależnej spółki zarządzającej aktywami w Polsce.  Bank  ma wprawdzie własne TFI, którego jest już jedynym właścicielem (wcześniej połowę akcji Pioneera miał UniCredit), ale w opinii szefa Pekao "moglibyśmy połączyć naszą spółkę zarządzającą aktywami z innymi graczami albo dokonać przejęcia" - podaje  "Rz". Krupiński stwierdził  że firmy z tego segmentu są pod presją, gdyż  brakuje im sieci dystrybucji, które,  zwłaszcza po wprowadzeniu nowych regulacji, banki mogą im zapewnić. A  że w związku z tym,  efekty skali w zarządzaniu aktywami są coraz ważniejsze, więc "konsolidacja tego biznesu ma sens". Według gazety,  Pekao już uruchamia biuro w Londynie do obsługi inwestorów chcących kupić polskie aktywa i  w zależności od powodzenia tego projektu rozważa uruchomienie podobnego w Nowym Jorku.

Koniec mariażu   mBank z Orange Finanse

Orange Finanse, świadcząca usługi bankowe spółka-córka Orange kończy swoją działalność 31.12.2018 r. - informuje "Bezprawnik.pl"(www.bezprawnik.pl z 08.09.2018 r.). W opinii portalu, ta "próba zabawy w bankowość przez Orange", od strony technicznej realizowana przez mBank, zakończyła się fiaskiem i obecnie jeden z popularniejszych banków w Polsce próbuje przekonać klientów firmy telekomunikacyjnej do siebie, kusząc  ich  specjalną ofertą. Z promocji  do mBanku może skorzystać osoba, która do 30.06.2018 r. posiadała konto w Orange Finanse, a nie miała konta w mBanku. Takim "uciekinierom z Orange  Finanse" mBank proponuje  do końca lutego 2020 r. gwarantowany  brak opłat za  prowadzenie rachunku;  wydanie  i użytkowanie karty płatniczej;  wypłaty z bankomatów przy użyciu karty płatniczej;  wpłaty we wpłatomatach przy użyciu karty płatniczej oraz  za przelewy internetowe w złotówkach - podaje "Bezprawnik.pl". Portal  szacuje, iż przejście do mBanku może przynieść  nawet 260 zł oszczędności. Przy tym, "pieniądze z tytułu przeniesienia konta bezpośrednio do mBanku można zarabiać już na samej procedurze otwarcia rachunku (100 zł), wykonując operacje kartą płatniczą i Blik (maksymalnie 30 złotych miesięcznie przez 5 miesięcy) oraz symbolicznie 10 złotych   za   nauczenie się  oszczędzania z rachunkiem Moje Cele". Natomiast od marca 2020 r.  osoby objęte warunkami tej promocji również będą zresztą musiały zapoznać się z cennikiem mBanku.
Do promocji będzie można przystąpić jeszcze nawet do 29.03.2019 r. - donosi  "Bezprawnik.pl".
Zdaniem portalu, "zakończony mariaż Orange Finanse i mBanku, a następnie związane z tym komplikacje, z całą pewnością w znaczącym stopniu podważą wiarygodność usług bankowych sygnowanych przez duże instytucje. (...). Być może w tej sytuacji o wiele lepiej ominąć pośrednika (...)i udać się od razu do renomowanej instytucji finansowej."

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT