TS UE zadecyduje w sprawie spłat kredytu konsumenckiego przed terminem końca umowy kredytowej

Trybunał Sprawiedliwości UE rozstrzygnie, czy klientom, którzy spłacą kredyt konsumencki przed terminem, należy oddać część pobranych od nich opłat i prowizji - informuje  „Dziennik Gazeta  Prawna"(Nr  09.8.2018 r.). Pytanie prejudycjalne do TS UE  w sprawie interpretacji unijnej dyrektywy dotyczącej umów o kredyt konsumencki (2008/48/WE) skierował Sąd Rejonowy Lublin-Wschód na tle sporu banku z firmą specjalizującą się w odzyskiwaniu prowizji i opłat (sygn. akt C-383/18). Gazeta pisze, ze rozliczanie kosztów wcześniejszej spłaty kredytu konsumenckiego jest jednym z największych nierozwiązanych wciąż problemów na rynku pożyczkowym. Zaś  brak jasnych i jednolitych zasad rozliczania opłat w przypadku wcześniejszej spłaty pogłębia tylko niepewność na rynku. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta (UOKiK) czy Rzecznik Finansowy (RzF) są od lat zasypywani licznymi skargami  w tej sprawie. Według dziennika, "przyczyną sporów między firmami pożyczkowymi a ich klientami jest niejasny przepis ustawy o kredycie konsumenckim (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 1528),  dotyczący obniżenia całkowitego kosztu zadłużenia w przypadku jego przedterminowej spłaty". Jednak regulacja mówi tylko, że klient ma prawo do zwrotu kosztów, „które dotyczą okresu, o który skrócono czas obowiązywania umowy”, nawet jeśli poniósł je przed tą spłatą. W opinii "DGP",  kwestia przedterminowych spłat bywa szczególnie kłopotliwa w przypadku chwilówek. A większość banków i instytucji pożyczkowych przyjęło interpretację, że "muszą proporcjonalnie oddawać jedynie odsetki, ubezpieczenie i inne koszty uzależnione od czasu trwania umowy, ale już nie opłaty jednorazowe za uruchomienie kredytu – prowizje, opłaty przygotowawcze, rejestracyjne, administracyjne itp." Według pożyczkodawców,  obie kategorie kosztów mają inny charakter". Jeśli bowiem  te pierwsze stanowią wynagrodzenie za korzystanie z pieniędzy pożyczkodawcy, to te drugie są  opłatą "za samą usługę udzielenia kredytu, w której mieści się m.in. pensja konsultanta, rachunek za przygotowanie umowy czy wynajęcie biura".  Jak przyznaje w "DGP"  Jarosław Ryba, szef Polskiego Związku Instytucji Pożyczkowych (PZIP),   klient spłacający  60-dniową pożyczkę na dwa dni przed terminem  to dla firmy pożyczkowej   "koszt rozliczenia opłat, wykonania przelewu itd." W  praktyce więc, "czym wyższa pobrana kwota prowizji, tym niższa skłonność do jej proporcjonalnego obniżenia przy wcześniejszej spłacie. (...) Przy prowizjach idących w tysiące złotych, charakterystycznych dla kredytów bankowych, sprawy często kończą się w sądach" – tłumaczy w gazecie  Jarosław Ryba.
Dziennik przypomina, iż na niekorzystną dla konsumentów praktykę rynkową usiłowały wpłynąć urząd antymonopolowy i Rzecznik Finansowy. Instytucje te w 2016 r. wydały  "wspólną interpretację spornego przepisu ustawy o kredycie konsumenckim (…) że zwrot odnosi się do wszystkich kosztów, niezależnie od ich charakteru oraz tego, kiedy faktycznie zostały poniesione one przez pożyczkobiorcę. W przypadku wcześniejszej spłaty zadłużenia instytucja kredytowa powinna zatem proporcjonalnie obniżyć pobrane już opłaty, a następnie oddać klientom ich należną część". Urzędy zajęły stanowisko,  że dzielenie kosztów na zmienne, których wysokość została rozłożona w czasie  oraz stałe nie ma sensu, gdyż  "mieszczą się w worku całkowitego kosztu pożyczki, które konsument musi udźwignąć w związku z zawarciem umowy kredytowej".
Jednak według  niektórych ekspertów - zauważa "DGP"  - "takim tłumaczeniem urzędy pośrednio przyznają się tylko do swojej bezradności". A orzecznictwo poszło w różnych kierunkach.

Można  zmienić  konto  w  banku z płatnego na darmowy rachunek podstawowy 

Weszły  w życie przepisy zobowiązujące banki do wprowadzenia tzw. rachunku podstawowego. Za korzystanie z niego, jak i za wydane do konta karty nie będą naliczane żadne prowizje. Darmowe będą również przelewy internetowe i 5 wypłat z bankomatów obcych w miesiącu - informuje "Rzeczpospolita"(Nr z 06.08.2018r.). Jak podaje dziennik, konto podstawowe może otworzyć każdy, pod  warunkiem, że zarówno w momencie jego otwierania, jak i korzystania,  nie może posiadać żadnego innego rachunku w złotych (także w innym banku). Będzie jednak można pozamykać posiadane obecnie konta i otworzyć darmowe, ale potem  nie będzie wolno  otwierać kolejnych rachunków - wyjaśnia  gazeta. Zdaniem "Rz",  nie jest to więc dla banków najlepszy interes. A że  banki nie mają obowiązku  reklamowania darmowych kont, więc "najprawdopodobniej nie będą aktywnie proponowały ich klientom". Dziennik podkreśla, iż dla banków najbardziej bolesnym wcale nie będzie brak opłat, lecz to, że "z kontem podstawowym nie może być powiązany żaden produkt kredytowy", gdyż  to właśnie kredyty przynoszą bankom wysokie zyski. W opinii Jarosława Sadowskiego, głównego  analityka Expandera, bank, aby  zachęcić klienta z kontem podstawowym do zaciągnięcia pożyczki, będzie musiał go więc  przekonać do zmiany rachunku. Przy tym, "nie dość, że bank prowadzący konto podstawowe będzie miał bardzo ograniczone możliwości zarabiania, to jeszcze będzie ponosił dodatkowe koszty" - podaje "Rz". Posiadacz konta podstawowego ma bowiem uprawnienie do wykonania 5 bezpłatnych wypłat z bankomatów obcych w miesiącu i za każdą taką wypłatę bank będzie musiał  zapłacić właścicielowi bankomatu. Ekspert podkreśla w gazecie, iż w związku z tym  "nie powinno dziwić, że banki nie będą zachęcać do założenia konta podstawowego. Część może wręcz do nich zniechęcać, proponując założenie innego bezpłatnego rachunku"   bez  ograniczania w zakresie udzielania kredytów.
Według J. Sadowskiego,  takich podstawowych rachunków  nie będzie zbyt wiele. A "być może największą grupą osób, która będzie otwierała konta podstawowe będą prawdopodobnie ci, którzy już mają konto, ale płatne. (...) Nowe przepisy pozwolą im uwolnić się od kosztów bez konieczności zmiany banku" - dodaje ekspert w "Rz".

Nie będzie połączenia Alior Banku  z Bankiem Pekao

Bank Pekao SA i Alior Bank SA  odstąpiły od negocjacji w sprawie fuzji  obu instytucji - donosi "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 08.08.2018 r.), powołując się na komunikaty prasowe obu banków. Banki poinformowały,  że nie doszło do porozumienia co do warunków ich połączenia, które w ocenie zarządów pozwalałyby na osiągnięcie "potencjalnie największej dodatkowej wartości dla akcjonariuszy" - informuje gazeta.  Pekao i Alior ujawniły również opóźnione informacje poufne, według których w maju br. za najkorzystniejszą opcję współpracy uznano połączenie (z uwzględnieniem emisji akcji połączeniowych Pekao skierowanych do akcjonariuszy Alior Banku ) - pisze "DGP".
Banki poinformowały także, iż  w trakcie trwania analiz główni akcjonariusze Pekao: PZU oraz PFR,  przekazali wiadomość, że zamierzają głosować przeciwko  podjęciu uchwały w sprawie połączenia banku z innym podmiotem.  Bank  Pekao SA jednocześnie  podał w komunikacie - dodaje dziennik -  że  pozostaje otwarty na "opcje wzrostu nieorganicznego zgodnego z realizacją obecnej strategii". "Bank Pekao wziął pod uwagę przede wszystkim warunki finansowe transakcji, jak również – w tym kontekście – obecny moment cyklu gospodarczego, zwiększoną zmienność rynków finansowych oraz model biznesowy Alior" - głosi komunikat  prasowy Banku Pekao.
"DGP" przypomina, iż w październiku 2017 r.  Pekao i Alior Bank poinformowały, że przeanalizują możliwości współpracy. W tym celu banki podpisały list intencyjny dotyczący wstępnych analiz wykonalności ich potencjalnej współpracy lub połączenia obu podmiotów.

Poręczyciele z  pół mld zł  długów

Według "Rzeczpospolitej"(Nr z 07.08.2018 r.), która powołuje się na dane z Rejestru  Dłużników BIG InfoMonitor,  już ponad 36 tys. osób prywatnych w Polsce nie spłaca cudzych długów, wartych blisko  0,5 mld zł. Dziennik  twierdzi, iż  niesolidnym dłużnikiem można zostać zarówno zaciągając kredyt, którego się potem nie spłaca, czy to   poręczając kredyt innej osobie, która zaprzestaje jego spłaty. Od początku 2018 r. u w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor widoczny jest wzrost zaległości z tego tytułu, pomimo iż  popularność kredytów z poręczeniem gwałtownie spada (w ostatnich czterech latach ich liczba zmniejszyła się o ponad połowę). Zaległości w spłacaniu kredytów  z tytułu poręczania wynoszą  już ponad 483 mln zł; średnio na osobę poręczyciela  wypada 13 404 zł długu - podaje gazeta. Największa zaległość z tytułu umowy poręczenia należy do dwóch osób z  Gliwic – 44-letniej kobiety i 48-letniego mężczyzny, którzy mają wspólny dług wynoszący prawie 2,7 mln zł. Zaś to, czy główny kredytobiorca dobrze spłaca zobowiązanie, można sprawdzić w bazie BIK.
"Rz" podkreśla,  iż "poręczenie jest umową, w której poręczyciel zobowiązuje się spłacać zobowiązanie, gdy główny kredytobiorca tego nie robi. Poręczyciel, jako dłużnik solidarny, odpowiada za spłatę świadczenia głównego, a w przypadku opóźnień, również za odsetki karne i koszty związane z dochodzeniem roszczeń. Z chwilą, gdy dług staje się wymagalny, bank może żądać całości lub jego części, zarówno łącznie od dłużnika głównego, jak i poręczyciela lub od każdego z nich z osobna. Zasada jest taka, że obaj dłużnicy pozostają zobowiązani do regulowania zaległości aż do momentu pełnej spłaty zobowiązania".
 Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor radzi,  aby  poważnie rozważyć decyzję o poręczeniu, gdyż może to oznaczać konieczność obsługi żyrowanego kredytu.
"Nawet jeśli solidnie obsługujemy swoje kredyty i rachunki, ale jesteśmy współodpowiedzialni za spłatę cudzych zobowiązań, których nie reguluje osoba, za którą poręczyliśmy,  cierpi na tym nasza własna historia kredytowa i wizerunek solidnego płatnika" - podkreśla w dzienniku prezes BIG InfoMonitor.  I zauważa, że  jeśli poręczyciel nie będzie spłacać rat, może trafić do rejestru dłużników, a to  "zablokuje mu drogę do wielu niezbędnych w codziennym życiu usług, takich jak możliwość zakupów ratalnych, zaciąganie kredytów, pożyczek, zawieranie umów abonamentowych na telefon lub internet czy też wyleasingowanie auta, itp.".
W 2017 r. poręczenia udzieliło 309 tys. osób. Podżyrowali oni 255 tys. kredytów - wynika z danych Biura Informacji Kredytowej (BIK). W grupie kredytów z poręczycielami 11,5 proc. spłacanych było z opóźnieniem przekraczającym 90 dni.

Bank Millennium wyśle swoim kredytobiorcom propozycje aneksów do umów

Po interwencji prezesa  Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), Bank Millennium wycofa się z zabezpieczeń kredytów frankowych w postaci tzw. niskiego wkładu własnego - pisze "Gazeta Wyborcza"(Nr z 07.08.2018.) za komunikatem UOKiK). Ponadto,  bank zadeklarował, że prześle swoim klientom frankowym propozycje aneksów do umów kredytowych. Zgodnie z nimi, z umów zostaną wykreślone postanowienia dotyczące UNWW, a w zamian nie będą wpisane inne zabezpieczenia  - informuje gazeta. Według UOKiK,  pozostałe 19 banków, które udzielały pożyczek we frankach szwajcarskich (CHF), zapewniło urząd antymonopolowy, że respektuje wyroki sądów, kwestionujące pobieranie opłat za ubezpieczenia niskiego wkładu własnego (UNWW) - podaje dziennik.
Ubezpieczenie niskiego wkładu własnego (UNWW) to popularne zabezpieczenie spłaty kredytu hipotecznego zaciąganego na 100 proc. wartości nieruchomości, bądź nieco mniej. Opłaty z tego tytułu okazały się szczególnie dotkliwe  dla osób mających kredyty waloryzowane kursem franka szwajcarskiego, kiedy kurs tej waluty zaczął kilka lat temu drastycznie rosnąć - informuje "Wyborcza". Okazało się wówczas, że kredytobiorcy będą musieli opłacać składki UNWW nawet wtedy, jeśli w trakcie trwania umowy spłacili ubezpieczoną część kredytu.
W takiej sytuacji wielu konsumentów zdecydowało się pójść do sądów. Te, "po analizie umów kredytowych przeważnie uznawały, że banki bezprawnie pobierały składki z tytułu UNWW. Powodem były niedozwolone postanowienia w umowach, niektóre z nich zostały wpisane do rejestru klauzul niedozwolonych" - podaje gazeta.
"Sądy uznawały, że postanowienia dotyczące ubezpieczenia niskiego wkładu własnego są niedozwolone, a Millennium zastępował je nowymi, kosztownymi dla klientów zabezpieczeniami. Godziło to w dobre obyczaje,  dlatego wystąpiliśmy do banku, aby zaprzestał tej praktyki" - przyznaje w "GW" Marek Niechciał, prezes UOKiK.
Chociaż Millennium zwracał klientom zakwestionowane przez sąd opłaty, to domagał się od nich innych zabezpieczeń kredytów, proponując albo podwyższenie marży kredytu o 0,5 pkt proc., albo miesięczną prowizję za zwiększone ryzyko banku. Taka praktyka banku niwelowała skutki prawomocnych wyroków - pisze dziennik.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT